niedziela, 19 marca 2017

Blw - nasze dwuipółletnie doświadczenie.

Trzydzieści miesięcy należy do Jakuba, z czego ostatnie dziesięć również do Leona. Uwielbiam te nasze chwile, kiedy możemy usiąść wszyscy przy stole i spędzić razem czas. I to jeszcze przy tak przyjemnej czynności, jak jedzenie!

Kiedyś jednak znalazłam się w sytuacji, kiedy kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć. Co zrobić, by urozmaicić posiłki. Jakie krzesełko będzie najlepsze. Jakie sztućce. Jesteś na etapie rozszerzania diety swojego dziecka? Zostań koniecznie do końca!

Jeśli jeszcze nie za bardzo wiesz na czym polega metoda Blw odsyłam Cię tutaj -> KLIK tym razem nie chcę rozdrabniać się nad pojęciami i opisami. Chcę Ci jedynie pokazać, jak przyjemna może być to metoda i dlaczego warto się nad nią zastanowić. Jak odnalazły się w niej moje dzieci i my sami.

Największe plusy Blw

- Przyjemność z jedzenia.

- Wspólne posiłki, gdzie nie musisz czekać na swoją kolej!

- Urozmaicenie kuchni dorosłych.

- Poznawanie nie tylko smaków, ale również struktury, miękkości, gęstości, kolorów jedzonych produktów.

Nie oszukujmy się. Zmiksowane Spaghetti smakuje ogólnie... pomidorowo. Inna bajka ma się do makaronu, który jest długi, śliski i tak śmiesznie plaska podczas wymachiwania nim na wszystkie strony. Sos jest mokry i ma bardziej wyraźny smak, a mięso stałą formę. Blw to świat, do którego się wchodzi i nie chce już wracać. Jestem akurat tą mamą, która próbowała wszystkiego. Przewinęły się u nas słoiczki i domowe papki. Podawałam również butelkę. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Plusem słoiczków jest ich szybkość. U nas sprawdziły się przez pierwsze dwa tygodnie rozszerzania diety. Co tu dużo mówić. Młodszy nie za bardzo łapał Blw i do tego nie siedział jeszcze stabilnie. Słoiczek możesz podać wszędzie, wszędzie też możesz go kupić. Odgrzewasz i pach do buzi. Próbowałam jednak tych "pyszności" i nie dziwię się w sumie, że szybko je porzuciliśmy. A domowe papki? Nie widzę w nich za dużo sensu. ugotować osobno dziecku posiłek i jeszcze dokłądać sobie roboty w postaci wyciągnięcia blendera, zmiksowania, a potem jeszcze umycia go? Moje dzieci często krzyczą "Jestem głodny! Teraz! Już!" I przegadaj mu, że tak pięknie wyglądającą porcję jedzenia trzeba jeszcze przerobić na papkę. Jeśli boisz się zakrztuszenia, uspokoję Cię. Zdarza się bardzo rzadko. Ale zaufaj dziecku! Ono dobrze wie, jak sobie z nim poradzić. Poza tym - kiedy nauczy się odpowiedniego przełykania, jeśli nie teraz? Wcześniej zawsze najlepiej. Młodszy ma 10 miesięcy i nawet teraz zdarza mu się ugryźć większy kawałek, ale potrafi go wykrztusić i wypluć. Palpitacje serca oczywiście zostały, jednak zaufanie zwycięża z szybkim biegiem i automatycznym klepaniem po plecach.




Minusy

Blw ma również minusy oczywiście. Największym z nich jest bałagan. Z nim jednak można sobie radzić. Swojego czasu rozkładałam pod krzesełkiem gazety. Teraz jednak wystarczy, że zmiotę wszystko i na koniec przetrę podłogę. Przynajmniej mam przymusową okazję do wyciągnięcia mopa. Inaczej moje podłogi, by zarastały, bo zawsze "coś" ;) minusem może być również dodatkowe gotowanie, bo przecież nie zawsze chcemy jeść to co dziecko, niekiedy przecież możemy mieć ochotę na fryty i smażoną rybę, ale uwierz mi, to nie jest duży problem. Zazwyczaj idę wtedy na łatwiznę i Leo ma dzień warzywny, bo wrzucenie warzyw do gotowania nic nie kosztuje. Do tego makaron, ryż, czy ziemniaczek i sprawa załatwiona.

Słupki, kulki, kosteczki

Jeśli jesteś w kropce, co do sposobu podawania pierwszych posiłków odsyłam Cię tutaj - KLIK dziewczyny naprawdę bardzo fajnie to nakreśliły. U nas od początku słupki grały ważną rolę, potem śniadaniowo doszły kostki i kulki. Teraz hitem są placki, szczególnie te cukiniowe z twarogiem. Nie miałam jeszcze w swoich rękach książki Bobas lubi wybór wyd. Mamania, jednak blog Alaantkoweblw wspaniale poprowadził mnie przez swój świat. Teraz marzy mi się ich książka, by mieć wszystko pod ręką. Bo te przepisy inspiruję nie tylko do jakiegoś etapu. Ta droga jest naprawdę długa. I pyszna!


Bez tego ani rusz!

Jeśli zastanawiasz się nad krzesełkiem do karmienia, zwróć przede wszystkim uwagę na łatwość w myciu (bezpieczeństwo, to chyba rzecz oczywista?). My mamy Hauck Gamma plus i jestem bardzo zadowolona. Co prawda czasem żałuję, że nie można ściągnąć tacki i umyć jej pod bieżącą wodą, ale całe krzesełko jest na tyle prosto skonstruowane, że to nie jest duży problem. Brak mikro otworów do których może dostać się jedzenie - bezcenne. Jeśli chciałabyś dokładniejszej recenzji tego krzesełka pisz śmiało! Mówiłam na początku jeszcze o sztućcach - kiedyś kupiłam plastikową łyżeczkę i widelec. Jak do łyżeczki nie mam tak zastrzeżeń, tak widelec nie wiem czemu ma służyć. Serio! Leo ma swój stalowy mini widelczyk, taki deserowy, który nie jest ostro zakończony i jest idealny. Przy okazji - tak, coraz lepiej nim włada. Tak samo łyżeczką, potrafi już nabrać jedzenie i włożyć do buzi. Kiedyś usłyszałam, że dziecko blw się tego nie nauczy, bo je rękami "bez kultury". Hej! Naprawdę?

Teraz kilka słów o Starszym - dalej chętnie je, choć już nie tak chętnie, jak kiedyś. Ma swoje smaki i niesmaki. Odkąd poznał smak frytka zepsuło mi się dziecko :D Nie tknie ogórka, pomidora, ogólnie za warzywami nie przepada, muszę je przemycać, najlepiej w plackach. Na szczęście uwielbia zupy. Co prawda tylko wodę i makaron lub ryż, ale lepsze to niż nic. Może będę mu robić zupy kremy i też uda się przemycić więcej warzyw? Przy Blw również trzeba czasem pokombinować.


Oboje mają swoje ulubione dania, u Jakuba widać to wyraźniej, bo Leo jest jeszcze na etapie próbowania wszystkiego. Jednak miał już taki dzień na przykład, że jadł same zielone ogórki. Uwielbia też brokuły. Wszystko co zielone pochłania najpierw, dopiero potem bierze się za resztę. Czasem jest ciężko, szczególnie w sprzątaniu. Ryż, czy kasza manna są naprawdę strasznym ustrojstwem. Ale widzę, jak jedzą z apetytem. Jak się cieszą. Jak próbują nowego i zastanawiają się, czy ma im to smakować, czy niekoniecznie.

BLW trzeba spróbować. Choć raz. Lub dwa. Zawsze trzeba dać mu drugą szansę. A jak już Cię zabierze ze sobą, to poniesie hen daleko. W przyszłości na pewno nie będziesz żałować. 

Daj znać co sądzisz o tej metodzie. Może widzisz jeszcze jakieś inne plusy? Lub minusy? 








Czytaj dalej »

czwartek, 9 marca 2017

10 miesiąc życia Leona

Dla Leona miesiąc dziesiąty był przełomowy. Odkrył magię raczkowania i jak już tak ją odkrył, to... jest wszędzie. Wszędzie dochodzi, wszędzie się wspina, za wszystko ciągnie, wszystko zrzuca. Posmakował nawet ziemi z doniczki. I zamoczył ręce w zimnej kawie (szczęście, że zimna!). Teraz jesteśmy czujniejsi i myślimy z wyprzedzeniem, co może się stać. Z takim na przykład Kinderkiem pozostawionym przez Jakuba na brzegu stołu. Bo napoje automatycznie stawiamy już wyżej lub po środku.


W ostatnim tygodniu mały chłopiec opanował również powrót do pozycji siedzącej, kiedy już tak się dźwignie w górę i tym samym skończyło się wołanie o naszą pomoc. Czasem puści się też i stoi bez trzymanki. Jednak, kiedy zrozumie, co się właśnie dzieje od razu ląduje na pupie. Bardzo lubi raczkować. A dla mnie to jest takie nowe i fascynujące. Kuba od razu chodził, nie przechodził przez ten etap. Najpierw byl pchacz, a potem nasz palec do podtrzymywania. Leonek przy pchaczu zrobi kilka kroków, ale za każdym razem kończy się to szybkim siadaniem i gryzieniem go :) choć pchacz mamy bardzo fajny i każdemu go mogę polecić. Cóż. Jeszcze przyjdzie na niego czas. A ja mogę się porozkoszować małym kuperkiem, który biegnie(!) na kolankach.

Leo ma już sześć zębów, ostatnie wyszły mu górne dwójki i ogólnie przez nie nie sypiał zbyt dobrze. Teraz na szczęście jest trochę lepiej, choć i tak przed północą potrafi wybudzać się kilka razy na noszenie na rękach. Jęczy wtedy, pije wodę, dalej jęczy. Aż w końcu odlatuje. Coraz bardziej męczące się to staje, bo Leon też coraz więcej waży. Jedenaście kilo, to wielka rzecz. I dla jego wieku i dla mojego kręgosłupa. Będziemy musieli znaleźć jakiś złoty środek. Będąc jeszcze w temacie snu - pożegnaliśmy się na dobre z pajacami, które okropnie utrudniały młodszemu raczkowanie, a nas denerwowały przy zapinaniu. Leo okropnie się wierci! Nie potrafi uleżeć spokojnie, wygina się na wszystkie strony. Z tego powodu też będziemy już przechodzić na pieluchomajtki, bo zwykłe pamperasy nie dają rady. a raczej my z nimi nie dajemy. Strasznie szybko to wszystko. Czasem zapominam, że Leo ma jedynie dziesięć miesięcy. Jest długi, pulchniutki, zaradny, a w piżamce rozmiar 92 wygląda rozkosznie dorosło. Właśnie! U nas rozmiar 86/92 i końcowe sztuki 80. Rozmiar bucika 20/21. Ubrań po Kubie już nawet nie chowam do pudeł, a do szuflad młodego.


Jeszcze słów kilka o Leonie i naszym wyjeździe. Podróż z nim odbieram naprawdę świetnie. Poza karmieniem w toalecie, bo wszystko go rozpraszało i usypianiu się pół godziny w nosidle, przy moich kołysankach na pół wagonu, naprawdę przebiegła ona bezproblemowo :D na miejscu był bardzo otwarty i większych problemów z adaptacją nie zauważyłam. Usypiał w wózku, budził się normalnie o 7-8, rozdawał uśmiechy, przytulał się. Choć oczywiście, jak coś się działo, to była tylko mama mama. O. Przy okazji o mówieniu. Mamy na koncie oprócz wcześniejszego tata - gaga, baba, aga, ka (mówi tak do Kuby) i mama (co prawda tylko w płaczu i marudzeniu, ale mam to :D). Rozgadany ten nasz chłopiec. Rozbrykany, roześmiany i zapatrzony w starszego brata. Do schrupania!
Tu jechaliśmy na wieś, Leo momentalnie zasnął na rękach, a potem odłożony na fotelu
z ciocią Kasią


było tam naprawdę pięknie

karmiliśmy kaczki!





Czytaj dalej »

wtorek, 7 marca 2017

30 miesiąc życia Jakubka

Jakub skończył dwa i pół roku. Miesiące miesiącami, ale jednak to pełne pół robi już swoje. Znów piszę do Ciebie z opóźnieniem, wiem. Znów nic poza moimi chłopcami, choć wiem, jak lubisz o nich czytać. Gdyby tak nie było, nie byłoby Cię tutaj. Jestem jednak świadoma, że to za mało. I w najbliższym czasie chcę to zmienić. Teraz jednak nie o tym. Czas na podsumowanie ostatniego miesiąca w rozwoju małego chłopca.


Na początek kilka suchych faktów. Jakub nosi rozmiar 98/104 i buciki dwudziestki piątki. Bez problemów korzysta z nocnika i toalety z nakładką, również na zewnątrz potrafi powstrzymać się i poczekać, aż dojdziemy do najbliższej toalety. Sam się rozbiera, ćwiczy samodzielne ubieranie.  Lubi sobie pospać. W końcu!  Kiedy sobie przypomnę jego pobudki o piątej robi mi się słabo. Teraz kiedy wstanie o siódmej,  to jest to dla nas wcześnie. Doczekałam się. Często kilka sekund po wstaniu jest już głodny. Ciężko go na wieczór położyć wcześnie spać.  Szczególnie,  kiedy zaskoczy nas popołudniową drzemką o szesnastej.  Nie śpi u siebie w pokoju, a mi jakoś ciężko go znów do tego przekonać w kwestii jeszcze dość częstych pobudek jego młodszego brata. Na razie śpi w salonie. Już wolę to, niż by miał w naszym łóżku.

Ostatni miesiąc w większości spędziliśmy na urlopie u siostry R. na wsi. Jakub miał mega frajdę, w pierwszych dniach trafiliśmy na zimę, więc mógł porzucać się śniegiem, poślizgać, widać było, że jest zaskoczony i szczęśliwy. Chciałabym, żeby w przyszłym roku posmakowali śniegu po kolana, sanek, lepienia bałwana i łyżw. Wtedy porządnie się na to przygotujemy, bo tym razem zamiast zimowych butów były jedynie ocieplane adidasy :D na szczęście pogoda zrobiła nam niespodziankę i już po trzech dniach wyszło piękne słońce, a śnieg i lód zaczęły odtajać.






Podczas tego wypadu mogliśmy zobaczyć, jak dobrze dogaduje się ze swoim starszym kuzynem, kiedy byliśmy w sali zabaw dla dzieci znikał nam nawet z oczu i mogliśmy spokojnie wypić kawę. Jakie to miłe było, kiedy nie ciągnął nas co chwilę za rękę, Taki samodzielny i dzielny się zrobił ten nasz chłopiec. Rozdawał buziaki dookoła, przytulał, nie trzymał się nas tak kurczowo. Mimo wszystko jednak wciąż miał oko na Leona. Kiedy coś dostawał, od razu pokazywał na niego, by jemu też dać. A jaką radość miał, gdy ten zaczął raczkować i był wszędzie za nim. Teraz co prawda czasem się o to wkurza, szczególnie, kiedy Leon goni go, by zabrać mu zabawki :D ale jakoś daje sobie z tym radę. Ogromną radość sprawiła mu również podróż pociągiem. Uwielbia pociągi. Podróż ta co prawda miała swoje minusy, bo w jedną stronę mieliśmy dodatkową przesiadkę z powodu zepsutego wagonu i zgubiliśmy nosidło, a w drugą Jakub dał nam popis swoich histerii, ale już o tym nawet nie pamiętamy i wiemy, że jeśli jeszcze będziemy mieli okazję tak podróżować, chętnie z niej skorzystamy.



Nadal mówi niewiele. Porozumiewa się z nami kilkoma słowami, zwierzęta oprócz "ptaka" wszystkie nazywane są odgłosami, tak samo jak pojazdy. Czekamy. Czekamy na otworzenie się i wylew zdań. Wiem, że kiedyś będziemy czasem tęsknić do tej małomówności. Na tapecie są również różni superbohaterowie. Jakub co prawda nie ogląda takich bajek, ale wystarczyły dwa tygodnie u starszego kuzyna i jego maski, by teraz nosił bluzki Supermena z powiewającymi pelerynami i strzelał z rąk pajęczyną, jak Spiderman. Jest przy tym strasznie rozbrajający.



Czasem jest taki nad wyraz dorosły. Na szczęście jeszcze nie stroni od przytulania i robi to bardzo chętnie. Gdy pytamy go czy kocha, od razu podbiega, przytula, głaszcze po głowie i całuje. Potrafi chwycić Leona za polika i złożyć na jego czole soczystego buziaka. Bardzo krótko jest nieśmiały przy nowo poznanych osobach. Wystarczy chwila, by się przyzwyczaił. Jest naprawdę bardzo otwartym chłopcem, a przy tym jego wrażliwość jest wciąż widoczna i odczuwalna. Już się nie mogę doczekać kolejnych miesięcy, wiosny, lata, biegania za piłką, wspólnych pikników. Odkrywania każdego dnia. To będzie bardzo dobry czas!

A czym Ciebie zaskoczyło ostatnio dziecię? 


Czytaj dalej »

środa, 8 lutego 2017

29 miesiąc życia Jakubka

W piątek jedziemy do siostry R. do małego miasteczka (chyba nawet wioski) koło Lipska. Jedziemy pociągiem. Z jedną przesiadką w Hanower. Około sześć godzin, które pokażą mi, jak bardzo odważni jesteśmy :D Dwie walizki, dwoje dzieci - Młodsze ząbkujące, drugie w kryzysie, jedno nosidło i jedna spacerówka. Będziecie trzymać kciuki, prawda?

Mimo wszystko jestem dobrej myśli. Jakub uwielbia pociągi. Stacyjkowo jest przyjmowane zawsze z piskiem radości, a odkąd ma Brunka i Koko w zabawkach (bohaterowie bajki), to już w ogóle. Nasze miastowe tramwaje również są ciuchciuch'ami. W ostatnim miesiącu hitem stała się również ciastolina i książeczki. Wcześniej notorycznie zamykał je, kiedy chcieliśmy mu czytać, a teraz potrafi wysłuchać całość. Muszą to być jednak książki wpadające mu w oko. Zgadnijcie jaka jest ulubiona? Samochodzik Franek i... pociągi! W ciągłym użyciu jest również Kicia kocia poznaje strażaka. Wszelkie "ijoijo" także są ukochane. A ciastolina, to jak ciastolina, jak można za nią nie przepadać? Kuba ciągle wałkuje, wycina, tworzy zwierzątka. W końcu stolik w jego pokoju na coś się przydał.


Kuba wpadł również w fazę pozowania do zdjęć. Kiedy ciocia Aga wyciągnęła lustrzankę i zaczęła robić mu zdjęcia przepadł! No w szoku byłam. Bo kiedy widzi telefon, to robi jedno - szeroko się uśmiecha, mówiąc przy tym "iiii", ale notorycznie patrzy gdzieś w bok, zobaczysz na kolejnych zdjęciach! A na tych dwóch następnych i na wielu innych z tego dnia zachowywał się, jak prawdziwy model. Chyba będziemy musieli zainwestować w lepszy sprzęt. (Tak, tak kochanie!)



Zrobiło się u nas na tyle ciepło, że ukochany motor wrócił do łask. Przyznam, że dziwnie było nam ostatnio z R. kiedy Kuba tak jechał, Leo w nosidle, a my mogliśmy się trzymać za rękę. No, jak nowożeńcy no Oo. A tak już bardziej serio - zawsze coś uniemożliwia, najczęściej wózek. Wiosno przyszłaś, zostań już na dobre! A! I wygoń ten ostatni deszcz. Przy nim kiepsko o przyjemne spacery. Choć przynajmniej przypomina, że trzeba będzie zakupić nowe kalosze. I to pewnie razy dwa.





Jakubek powtarza coraz więcej słów, sam się rozbiera i nauczył ubierać sobie buty. Jest bardzo samodzielny i pozwalamy mu, żeby wiele rzeczy robił sam, choć niekiedy jest to nie po drodze z naszym czasem i cierpliwością. Na szczęście mamy nisko włączniki światła, w toalecie podest i już to na przykład, odciążyło nas z chodzenia z nim do łazienki, by umyć ręce. Jest bardzo żywiołowym dzieckiem. Bardzo. Ma mocny charakter. Ale łatwo też wyprowadzić go z równowagi. Jeśli jest radosny, to na maksa, jeśli zły... to tak razy trzy. Ostatnio przechodzi też jakiś kryzys, bo wybucha płaczem o drobnostki, wciąż coś jest nie tak, jeśli coś mu się nie uda - krzyk, jeśli mu pomożemy - krzyk. Trzeba się z nim obchodzić, jak z jajkiem, a i tak mimo wszystko zaliczamy wpadki. Na szczęście po takich histeriach szybko opada dym i można znów ujrzeć ten uśmiech.




Jak wygląda jego stosunek do młodszego brata? Jest coraz lepiej. Zdaje się, że Jakub zauważa w Leonie coraz więcej z chłopczyka równego sobie, niż małego dzidziusia. Czasem ciągnie go za rękę, jakby chciał z nim iść prosto w świat. Więcej również się dzieli, więcej przytula i całuje. Dobrze nam jest. I już nie mogę się doczekać piątku, szwagierka ma ośmioletniego synka, jestem ciekawa, jak będą się dogadywać.





Czytaj dalej »

wtorek, 7 lutego 2017

9 miesiąc życia Leona

Coś w tym jest, że piszę Ci o moich chłopcach z tygodniowym opóźnieniem. Już drugi raz! Koniec/początek miesiąca jakoś zawsze jest u nas zakręcony. Jednak już jestem, już Ci piszę, co przyniosły nam ostatnie tygodnie. Leon w końcu skończył dziewiąty miesiąc! Wielkie wow. Często patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, że to już tyle minęło od porodu, że jest już taki duży, chłopczykowaty, że zaraz będzie miał roczek. Ciężko ogarnąć mi temat jego dorastania, choć Jakubko dobitnie nam pokazuje, że czas idzie, co tam idzie, pędzi! do przodu. Że jeszcze chwilka dosłownie, a czekają nas przedszkola, szkoły, stud... no dobra, aż tak daleko to się nie posuwam. Moje dzieci nastolatkami? Nigdy! ;p


Ogólnie, to ostatnio jest u nas coraz bardzo wiosennie. Słońce i plusowe temperatury rozpieszczają i dużo czasu spędzamy na spacerach. Czapki zmieniliśmy na nieco lżejsze, a kombinezon niekiedy wymienia się z kurteczką. Nawet okulary przeciwsłoneczne powiedziały ciepłe cześć! Nie powiem jednak, kiedy widzę te przepiękne zimowe zdjęcia u niektórych, to troszkę zazdroszczę. Chętnie bym je sobie przygarnęła. Ale tak na tydzień. Może dwa. Szkoda, że nie można zamawiać sobie osobistej pogody. Byłoby całkiem miło, co?



Dziewiąty miesiąc Leona był bardzo bolesny dla niego samego i wyczerpujący dla nas. Wieczory niekończących się krzyków i płaczu dały nam w kość. Również psychicznie, bo ciężko było patrzeć na to słoneczko, które tak naprawdę odkąd się urodziło pierwszy raz tak rozpaczało. Dni były w porządku, nawet noce dawały się przespać! Ale kiedy Leo usypiał koło 20, tak wiedzieliśmy, że po pół godzinie obudzi się z krzykiem i ciężko będzie go uspokoić. W ruch szły czopki, maści, kuleczki. I zdawało się, że nie pomagają lub z dużym opóźnieniem. A zębów nadal nie było czuć. Bo widzieliśmy je konkretnie, ale wciąż przez barierę dziąsła. W końcu jednak... i to w sumie kończąc już dziewiąty miesiąc, przebiły się. Górna dwójka i jedynka. W natarciu jest też ostatnia jedynka. Praktycznie już na wierzchu.Czekamy i mamy nadzieję na chociaż krótką przerwę.



Wybierałam zdjęcia naszego misia, które chcę Ci pokazać i przypomniały mi się słowa mojej mamy, która mówi, że Leoś, to albo je albo się śmieje. I co tu dużo kryć - dużo w tym racji. Chłopiec kiedy tylko widzi, że robi mu się zdjęcie od razu się uśmiecha. W ogóle, nawet poza ujęciami jest mega radosnym, roześmianym chłopcem. Mamy w nim mnóstwo radości. A że lubi jeść? No cóż. Bardzo mnie to cieszy!




 Na wyższy poziom wskoczyła również mobilność Leonka. Czołga się, odpycha, cofa, czasem zdarzy mu się nawet zrobić kilka "kroków" raczkując. Siedząc przy meblach, podnosi się i wstaje. Stoi. Chodzi, trzymając się naszych palców. Wszędzie go pełno, wszystkiego jest ciekaw. Zdecydowaliśmy się już kupić mu buciki do chodzenia, które chętnie nosi, a ich rozmiar wbił nas w ziemię. Dwudziestka! Ma bardzo długą stópkę. I ogólnie zaczyna go wydłużać. Kuba wyrósł ostatnio z dresów rozmiar 92 i nawet nie chowałam ich do pudła, tylko założyłam na pupę młodszego. Pasuje idealnie. Tutaj jednak zależy od rozmiarówki, bo w użyciu jest rozmiar 80/86, a wczoraj ubrałam mu nawet koszulę 74.

O! Jak czysto na tym zdjęciu! Wybaczcie, ale musiałam zaznaczyć, bo nie mogę się napatrzeć :D

MIŚ <3

 W kwestii uwielbiam mojego starszego brata nic się nie zmieniło. Leon jest zapatrzony w Jakuba i widać, że już chciałby wstać i wszędzie za nim iść. Pobawić się, powygłupiać. Nawet obudzić, by nie tracić więcej czasu.


Ciężki był ten miesiąc pod kątem bolesnego ząbkowania, ale też bardzo radosny i obfitujący w wiele nowych umiejętności. Tak myślałam, że jeszcze o czymś ważnym miałam napisać i w końcu sobie przypomniałam! Dla niektórych ta sprawa, to najważniejsze ;) Po dłuższym namyśle jednak postanowiłam, że nie napiszę o tym. Po prostu Ci pokażę.



Czytaj dalej »

czwartek, 19 stycznia 2017

Rodzeństwo - miesiąc ósmy i dwudziesty ósmy.

Gdybym miała Ci napisać, jak to jest z tym rodzeństwem miesiąc temu, ten Post byłby naszpikowany żalem i bezsilnością. Od ostatniego Wpisu o rodzeństwie z różnicą dwudziestu miesięcy minęło sporo czasu, w ciągu którego przewinął się u nas chyba najgorszy z możliwych etapów podwójnego macierzyństwa -  popchnij-szturchnij-ugryź. Etap rwania włosów i opadających rąk. Do dziś nie wiem, co dokładnie się stało. Co spowodowało, że Starszy tak krzyczał, że dochodziło do rękoczynów. Próbował na ile może sobie pozwolić? Sprawdzał czego mu nie wolno? Wybuch zazdrości? Jakiś rozwojowy skok? Było ciężko. Miałam Ci o tym tutaj napisać, ale nie znalazłam sił. Może kiedyś spróbujemy to ogarnąć. Na szczęście od tamtego czasu wiele się zmieniło. Mogę już z czystym sercem powiedzieć, że jest naprawdę dobrze.  W końcu mogę odetchnąć z ulgą. I patrzeć przed siebie z niedoczekaniem.





Starszy brat.

Leon zaczął rwać się do chodzenia i co prawda na początku było to zabawne, nieporadne i poza dwoma, trzema kroczkami nie wykazywał więcej chęci, tak teraz potrafi ładnie przejść przez pokój. Kiedy Kuba pierwszy raz to zobaczył ogromnie się cieszył. Serio! Zawołałam go, mówiąc, że Leon do niego idzie, a ten zamarł, klasnął w dłonie i tak słodko się uśmiechnął. Młodszy zmotywowany nawet przyspieszył! A potem Kuba podbiegł do nas, wyrwał jego jedną rączkę i zaczął go ciągnąć. Wiem, że chciał go już wziąć za rękę i pójść pokazywać świat. Wiem to. Niestety, póki Leonek nie poczuje się pewniej, to oprowadzanie musi poczekać. Jednak miło było mieć taki mały wgląd w przyszłość. Jak na filmie zobaczyłam ich, kroczących obok siebie. Za rękę. Zobaczyłam Kubę, jako starszego brata, który pokazuje jak się buduje babki z piasku, jak trzeba się wspiąć na huśtawkę, jak kopać piłkę. Wiosno chodź już!

Innym razem ściągnęłam Leonowi pampersa i posadziłam go na nocniku. Starszy wzniósł alarm, że chce siku, choć robił je dziesięć minut wcześniej. Pomyślałam, że ok, pewnie zazdrosny o swoją własność. A on usiadł, siknął, a potem wstał, pokazał na nocnik i powiedział Leon Tu.




Pamięta jakie samochodziki są czyje i kiedy poproszę o przyniesienie zabawki Młodszego chętnie to robi. Gdy widzi, że Leon zaczyna się dobierać do pilota, czy czołga w stronę małych zabawek krzyczy nunu i macha mu przed oczami paluszkiem. Czasem mam wrażenie, że uczy go więcej niż ja sama to robię ;) Chce go karmić, czesać, smarować kremem. Na nowo go głaska, przytula. I najchętniej to robi, kiedy Leo stoi. W kąpieli oblewa go wodą i udaje, że myje.

- Kuba, będziemy się kąpać, zawołaj Leona.
- Leeeooon. Leeooon. Leon kom. Kom.

Mam wrażenie, że coś zaskoczyło. Może to przez wiek Młodszego. I nie tyle wiek, co umiejętności, pewien stopień ogarnięcia. Leon nie jest już takim małym niemowlakiem, zbliża się do roczku, do chodzenia i do możliwości, bliskich Jakubowi. Nie mogę się doczekać wiosny. Naszych wypadów na plac zabaw, wylegiwania się na kocu, pikników i grania w piłkę. I bardzo współczuję R., bo to ja będę tą leżącą, a on kopiącym :D sorry kochanie! Chłopcy są totalnie za Tobą, jeśli chodzi o zabawę.


Młodszy brat.

O młodszym będzie krócej, bo jeszcze nie umie zbyt wiele, ale jego twarz zdradza mnóstwo emocji. On zwyczajnie kocha Jakuba. Uwielbia spędzać z nim czas i kiedy ten coś do niego gada, wygląda, jakby uważnie słuchał i nawet rozumiał. Kiedy tylko go widzi od razu się uśmiecha. Łapie go za włosy (to na pewno głaskanie!) i ciągle zaczepia. Nie straszne są mu mocne przytulańce ani szturchańce. Gdy tylko usłyszy głos Starszego brata szuka go wzrokiem. Prawie na złamanie karku. I jeśli nie karmię go w zamkniętej sypialni, nasze karmienie wygląda dość komicznie, bo Leon siedzi, ssie, a jego wzrok wodzi na Jakubem, a oczy to się dziwią, to się śmieją. Przy nich naprawdę nie można się nudzić. 



Jeżeli zapytasz mnie, jak to jest być mamą takiej dwójki teraz, powiem Ci, że super. Tak serio. Bez żadnej ściemy. Bo, że są gorsze dni, to chyba zrozumiałe? Jak przy jednym! Naprawdę niczego nie żałuję. A na te ciemne chmury, które już minęły przymykam oko. Bo we wszystkim trzeba widzieć pozytywy. Coś musiało się stać, żeby nas czegoś nauczyć. Ja nauczyłam się, że nie można odmawiać Starszakowi, jeśli chce pomagać i angażować Młodszego na tyle ile się da. 
Czytaj dalej »