czwartek, 9 lipca 2015

Zawieszenie

Długo myślałam, czy cokolwiek tu napisać. Moją wewnętrzną walkę zwieńczyła uczciwość. Blog już jakiś czas temu przestał być zwykłym miejscem do napisania kilku słów z naszej codzienności. Zrodziła się wyjątkowość, którą stworzył sam Okruszek i Wy, którzy wciąż jesteście, czytacie, interesujecie się...

Gdybym zniknęła nagle nie byłabym uczciwa wobec Was i także wobec samej siebie. Dlatego napiszę krótko, że przez jakiś czas może nas tu nie być. Nie wiem, kiedy znów wrócimy, kiedy staniemy na nogi, otrząśniemy się, kiedy znów będę mogła napisać z lekkością serca o naszym życiu. Na razie jest ono okraszone naszą tragedią.

W piątek, około godziny trzynastej godzinę przed miejscem docelowym w Polsce mieliśmy wypadek samochodowy. Wjechano w nasz samochód, dachowaliśmy, upadliśmy kilka metrów dalej, najgorzej wyszła z tego mama R. Okruszek obił sobie jedynie głowę przy odpinaniu z fotelika... Więcej nie potrafię w tej chwili napisać. Żyjemy. Co jest naszym cudem. Teraz próbujemy dojść do siebie. Potrzebujemy czasu. Dajcie nam go. Wrócimy na pewno.

Rany fizyczne goją się szybko, psychiczne już ciut gorzej.

8 komentarzy:

  1. O matko :( to straszne :( zmroził mnie ten Twój wpis :( tak bardzo Wam współczuję... Całe szczęście, że nic Wam się nie stało, że wszyscy żyjecie... Trzymajcie się! Jestem z Wami myślami i czekam aż do nas wrócicie.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże....!!! Aż łzy napłynęły mi do oczu... Marika, to straszne, ale dzięki Bogu wszyscy żyjecie. Mam nadzieję, że mama R. szybko dojdzie do siebie. Proszę, pisz chociaż jakieś krótkie notatki co u Was. Jestem z Wami myślami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, jak dobrze, że nic straszniejszego się nie stało. Czytałam Twoje słowa z zaciśniętym gardłem...
    Życzę Wam dużo zdrowia, tego fizycznego i bardzo tego psychicznego, by udało Wam się dojść do siebie po tym zdarzeniu. I niech całe Niebiosa Was strzegą, jak będziecie wracać do siebie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Serce mi zamarło, bałam się przeczytać tekst do końca.. :/ Ale przeczytałam i cieszę się, że nic poważniejszego się nie stało. Trzymam kciuki za Was, wracajcie do siebie. Zdrówka i dużo siły, byście mogli dalej cieszyć się sobą bez zmartwień.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mojego komentarza nie dodało. Napisze jeszcze raz. Kochani trzymajcie się mocno. Az mnie zmrozilo od posta. Najważniejsze ze zyjecie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Codzienność życia10 lipca 2015 23:08

    Aż zamarłam! :( Boże, całe szczęście, że nic poważnego Wam się nie stało. Zdrowia życzę i mnóstwo siły. Przytulam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w szoku...
    Trzymajcie się Kochani. Życzę Wam dużo siły i jak najszybszego powrotu do zdrowia. Jesteśmy z Wami. Ściskam mocno. :*

    OdpowiedzUsuń