czwartek, 8 października 2015

Podróż z niemowlakiem autokarem - bać się, czy się nie bać?

Po ponad tygodniu jesteśmy z powrotem! Jeśli jesteście ciekawi, jak przygotować się na podróż z roczniakiem autokarem i jak przetrwać te dwadzieścia godzin, to zróbcie kawę, rozsiądźcie się i na koniec nie zapomnijcie napisać w komentarzu: "podziwiam" :D.

Już sama myśl o tym, jak to będzie mnie przerażała. Bałam się nieprzychylności innych pasażerów, bałam się usypiania Jakubka. Zgodnie z najnowszą ustawą nie miałam obowiązku brać fotelika i jak z dużo mniejszym dzieckiem nawet bym się nie zastanawiała i wzięła ten 0-13kg, tak z Kubą nie było opcji taszczyć ze sobą naszego ogromnego Osanna. Ja, ogromna walizka, spacerówka, torba podręczna Kuby, moja torebka, jeden duży koc, kocyk Kuby, przytulanka, woda, poduszka... o! Kuba! Co prawda spacerówka i walizka schowały się w luku bagażowym, ale reszta wciąż nam towarzyszyła. Najgorzej było w Gliwicach na przesiadce, ale o tym zabawnym incydencie będzie dalej.

Niedziela nadeszła zdecydowanie za szybko. Mój żołądek od rana broił i było mi słabo i niedobrze na przemian. Istny koszmar. Uspokoiłam się dopiero, jak wsiedliśmy do autokaru o 17:30. Przy pożegnaniu z R. były oczywiście powstrzymywane łzy, niczego nieświadomy Jakubek i moja głowa pełna dwutygodniowej tęsknoty na zapas. To taka nasza pierwsza rozłąka odkąd urodził się Kuba.

Ale już nie rozpaczając i skracając!

Było super. Tak super, jak tylko może być z ruchliwym trzynastomiesięcznym chłopcem :) Jakub zawojował wszystkie serca, uśmiechał się do każdego, gadał, skakał, a jak tylko przyszła jego wieczorna drzemka, wiecie jak mnie zaskoczył? Usnął na siedząco. W milczeniu. Dałam mu bułkę z szynką na kolację i tak jadł, oglądając bajkę, jadł... aż w końcu oczy mu się zamknęły, a końcówka bułki wypadła z rączki. Rozczulił mnie doszczętnie. Położyłam go na poduszce od strony okna, nóżki ułożyłam na swoich nogach i tak spędziliśmy kolejne dwie godziny. Zjadł pierś i spał dalej. Cyrk się zaczął o 22, kiedy to rozwrzeszczał się niemożliwie i nic nie pomogło! Ani propozycja karmienia, ani bujanie na rękach. Z odsieczą przyszła nasza pilotka z szczekającym pieskiem maskotką. Kuba zamarł, wpatrzony w zwierzaka, wziął go ostrożnie i co się okazało? Że on wcale już nie chce spać. Kolejną godzinę oglądaliśmy puszczony w autokarze film, a potem uśpiłam go w swoich ramionach. Tak na dobrą sprawę płakał jedynie, kiedy budził się na jedzenie, częściej niż zazwyczaj, ale przypisuję to podróży i potrzebie bliskości.

O trzeciej rano byliśmy już na granicy, gdzie Jakubek obudził się bez płaczu i całe szczęście, bo mieliśmy prawie godzinny postój. Wysiedliśmy, skorzystaliśmy z toalety - to ona jest największym wyzwaniem podróży :p, pospacerowaliśmy i po czwartej Okruszek położył się na poduszce i usnął sam przy bajce. "Traktor Tom" lekiem na wszystko. Serio. Jeśli planujecie podobną podróż z dzieckiem uzbrójcie swój telefon w różne bajki, piosenki i aplikacje, które uratują Was w kryzysowych sytuacjach. Reszta podróży minęła spokojnie. Jakubek grzecznie jadł, bawił się, "rozmawiał" przez telefon i cieszył przeogromnie, kiedy z przodu autokaru dobiegały odpowiedzi pilotki.



Obsługa była świetna, a ja jakbym mogła wybierać, że mam jechać autokarem dwupiętrowym, czy zwykłym rękami i nogami trzymałabym się opcji pierwszej. Miejsce na dole przy stole. Choć nie powiem, z Gliwic jechaliśmy już tym normalnym i też było okey.

Gliwice! Trochę mnie przeraziły tym, że musiałam zebrać nasz majdan i przejść kilka metrów do innego autokaru. Ale na szczęście w jednej ręce zmieściłam dwie torebki, dwa koce, poduszkę i wodę, a w drugiej rączkę małego podróżnika. Gorzej już było z tym, że w normalnych autokarach, aby się do niego dostać trzeba wejść po schodkach. Zaparłam się jednak, przytrzymałam pod prawą pachą cały ekwipunek, a pod drugą wcisnęłam Jakubka. Jeden schodek, drugi... trzeci... Jest! Nasze miejsca! Zostawiłam cały bajzel na fotelu i poszliśmy rozprostować nogi. Po piętnastu minutach jechaliśmy dalej i gdybym nie uśpiła Jakubka na siłę broiłby dalej skacząc od naszych oparć i zaczepiając małżeństwo z tyłu do oparć przed nami żebrząc o czekoladki. Ale w końcu usnął. W końcu od niepamiętnych czasów znów czytałam książkę ;) I było tak, jak przewidziałam. Wjeżdżając do Tarnowa spał dalej. Na śpiąco ubrałam mu buty i wybudziłam już na dworcu zakładając bluzę i bezrękawnik. Dzięki ślę panu siedzącemu za mną, że pomógł mi wynieść torby i już o nic się nie martwiłam tylko ściskałam siostrę i mamę. Co więcej! Jakubek również ściskał. Bez skrępowania pobiegł do mojej najmłodszej siostry, kiedy odbierałam bagaże i wlazł jej na ręce. Rozdziawiłam buzię. Dosłownie i w przenośni. Bałam się, że tak jak ostatnio będzie musiał przejść ten okres "przyzwyczajenia się". Na szczęście od poniedziałku jest tak zajęty nowym towarzystwem i nowym otoczeniem, że czasem nawet o mnie zapomina ;p wtedy mogę trochę odpocząć i to właśnie robię. Szczególnie rano. Przy kawie. W łóżku!



Tak oto kończy się opowieść o naszej podróży. Jak zwykle panikowałam więcej niż to było warte. Jakub to urodzony podróżnik i teraz powrotu boję już znacznie mniej :)

8 komentarzy:

  1. Podziwiam :)
    Sama bym się pewnie potwornie bała przed taką podróżą i cieszę się, że się udała. Z powrotem będzie już na pewno dużo łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. PODZIWIAM!!!

    Serio, nie wiem czy bym sie odwazyla, chyba ze naprawde nie mialabym wyjscia.

    Bi juz bez zastanowienia wzielabym nawet w dluga podroz (ale mowa o 4-latce), ale Nika juz za zadne skarby, chociaz wkrotce konczy 3 lata! Za maly, za marudny, zbyt slabo sluchajacy i zbyt glosno wyrazajacy swoje zdanie i niezadowolenie! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super!! Jakubek to dzielny podróżnik. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szacunek za odwagę :) Domyślam się jak musiałaś się stresować ;) Ale te nasze dzieciaczki są nieprzewidywalne, nie? Nasza Laura podobnie jak Jakubek w sytuacjach, w których podejrzewamy ją o rozpętanie prawdziwego armagedonu zadziwia nas swoją gotowością do wszelkiej współpracy :) Życzę Wam by powrót był równie udany! Miłego pobytu w Polsce!

    OdpowiedzUsuń
  5. No musze przyznać, że nie wiem czy odważyłabym się na taką długą podróż. Chociaż jak mały urodzi się u nas w lutym, planujemy wakacje nad morzem w lipcu. To wszystko zależy jak będzie synuś się zachowywać :)
    Podziwiam :)
    Pozdrawiam
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń