czwartek, 27 kwietnia 2017

12 miesiąc życia Leona

Rok! Nasze słoneczko właśnie skończyło roczek, a ja wciąż jestem na wdechu, wciąż nie dowierzam, że to już. Jakbym ciągle była w bańce "a co to będzie za rok", który właśnie już się wydarzył. Wracam myślami, do tamtych dni. Do wizyty mojej mamy, do ciągłego chodzenia do lekarza, by słyszeć, że jest rozwarcie i dziwnie, że nic się nie posuwa do przodu. Widzę siebie krążącą po korytarzu, robiącą przysiady i czekającą na akcję. Pamiętam, jaki Kuba był wtedy malutki, ale jednak już taki duży. A potem dostałam tabletkę i po sześciu godzinach był już na świecie. Wyśniony. Wymarzony. Jedyny w swoim rodzaju.

Urodził się ważąc 4360 g i mierząc 55 cm. Teraz ma trochę ponad 11 kilo i 78 cm. Raczkuje, jak szalony, podnosi się na środku pokoju i giba na nóżkach, czasem zrobi nawet krok, dwa, czy trzy. Ale zaraz potem kuca i resztę drogi pokonuje na kolankach. Widać, że ćwiczy, że wciąż poznaje swoje ciało i możliwości. I ja się cieszę, że pierwszą ćwiczy równowagę, pewność i wstawanie. Później wystarczy, że się odważy i będzie sprawnie chodził, bez naszej ciągłej pomocy.

Jest zapatrzony w brata. Naśladuje go. Co gorsza naśladuje również te upominane przez nas rzeczy, jak bicie i gryzienie. Kiedy ta dwójka spotka się i jednemu z nich coś nie pasuje wiadomo, że poleją się łzy. Jeden zaczyna i rusza lawina oddawania. Czekam na chwilę, kiedy Leo będzie ogarniał, że tory służą, jako podłoże dla pociągu, a nie gryzak, a Starszy zrozumie, że młodszy brat, to fajny kumpel do zabawy.

To nasz mały śmieszek. I złośnik. Kiedy coś mu się w oczach zaświeci spina się cały i krzyczy, żeby mu to dać. A jaki płacz, kiedy nie wolno! Ma bardzo bogaty charakter. Jest spokojny, ale potrafi postawić na swoim. Cichy, jednak kiedy coś się stanie, to krzyk na całą ulicę. Tuli się, całuje, szczypie i szturcha. Takiego drugiego, jak on nie sposób znaleźć! A poniżej zestawienie całego roku. W zdjęciach.

kwiecień 2016 - pierwszy dzień
maj 2016 - 1 miesiąc

czerwiec 2016 - 2 miesiąc

lipiec 2016 - 3 miesiąc

sierpień 2016 - 4 miesiąc

wrzesień 2016 - 5 miesiąc

październik 2016 - 6 miesiąc

listopad 2016 - 7 miesiąc

grudzień 2016 - 8 miesiąc

styczeń 2017 - 9 miesiąc

luty 2017 - 10 miesiąc

marzec 2017 - 11 miesiąc

kwiecień 2017 - 12 miesiąc



Czytaj dalej »

wtorek, 18 kwietnia 2017

Akupunktura w ciąży - akupunktura podczas porodu

Prawie trzy lata temu, kiedy byłam jeszcze w ciąży z Jakubem na Blogu pojawił się Wpis o akupunkturze w ciąży. Powstał w wyniku tego, że z niej korzystałam, więc delikatnie naświetliłam temat, będąc ciekawa, czy również miałaś z nią kontakt. Co ciekawe jest to dość często wyświetlany Wpis. W końcu zebrałam się w sobie, by rozszerzyć temat i uzupełnić go o moje doświadczenia, odczucia.

Na początek oczywiście kilka suchych faktów.


Wiesz już, że akupunktura, to wkłuwanie cieniutkich igieł w określone punkty na ciele. Ma ona wiele zastosowań, w wielu dziedzinach. Jedną z nich jest właśnie okres ciąży. Pomaga ona przygotować ciało do porodu i zwiększyć odporność na bolesne skurcze macicy. Jest też stosowana w przypadku zatrzymania wody, zatrucia ciążowego, nudności, bólów i lęków. Może Ci też pomóc w przypadku zgagi i zmęczenia. A także zatrzymać krwawienie lub plamienie w pierwszych miesiącach ciąży. Z drugiej jednak strony stymulowanie niektórych miejsc na ciele może wywołać skurcze macicy, co potrafi doprowadzić do poronienia. Ważne więc, by korzystać z tych zabiegów u specjalistów. Przed zabiegiem upewnij się, że wyszkolony w tej sztuce ma doświadczenie z kobietami w ciąży. I by sesje nie były dłuższe niż 15-20 minut.




Osobiście skorzystałam z akupunktury u mojej położnej, która pierwsze zabiegi zrobiła u mnie w domu, a już kolejne w szpitalu, gdzie razem ze mną było jeszcze kilka kobiet. Był to okres letni, było bardzo ciepło, jednak nie wspominam tego czasu bardzo źle. Nie puchłam nad wyraz, czułam się naprawdę dobrze. Po zabiegach nie odczułam żadnych niepożądanych skutków. Szkoda tylko, że przynajmniej u mnie, nie pomogła w przyspieszeniu porodu ;)

Podczas porodu

Pomogła jednak już w jego czasie. To był długi dzień skurczów, na szczęście potem już ze znieczuleniem, gdzie w pewnym momencie akcja zwyczajnie zatrzymała się na pięciu centymetrach. Wtedy położna znów sięgnęła po akupunkturę, tym razem tylko na dłoniach. Po godzinie miałam już pełne rozwarcie i mogłam przeć. 

Podobno odpowiednio wcześnie zastosowana akupunktura, w pierwszym okresie porodu, może nawet zredukować stopień odczuwania bólu. Jeśli chcesz rodzić w pełni naturalnie, bez chemii, to może warto to rozważyć. Oczywiście i tutaj metoda ta jest w pełni bezpieczna dla matki i dziecka. Jednak nie można jej stosować u kobiet, które mają zaburzenia układu nerwowego, np. padaczkę lub choroby psychiczne. 



A jakie jest Twoje doświadczenie z akupunkturą? Stosowałaś, czy może tylko słyszałaś? Lub słyszysz o tej metodzie pierwszy raz?

Czytaj dalej »

środa, 5 kwietnia 2017

31 miesiąc życia Jakubka

Kolejny miesiąc za nami. Marudziłam przy styczniu, by jak najszybciej skończyła się zima, a tu już od długiego czasu mamy wiosnę, która zahacza nawet o letnie słońce. Kiedy zaczyna swędzieć mnie skóra, to znak, że jest już naprawdę ciepło. Jak to w ostatnim czasie bywa, nie obyło się bez chorowitego tygodnia, ale na szczęście udało nam się wyleczyć domowymi sposobami. Jakub dzielnie pił syrop z cebuli i raz dwa stanął na nogi. Niestety złapało również Leona, a potem mnie. Cały tydzień nie mogłam się odchorować. Moje gardło czuło się, jak w reklamie Cholinexu, w którym bandyci zarazki urządzają sobie w nim imprezę. Jednak wraz z pierwszym dniem kwietnia wszystko nabrało kolorów i teraz tylko korzystamy z pięknej pogody i wyczekujemy wyjazdu do Polski, który ma mieć miejsce końcem maja. A więc teraz tylko - oby do maja!

Tymczasem codziennie zaliczamy spacery, place zabaw, rower, lody. Uwielbiam tę porę roku. I Jakub jakoś się ożywił. Ciężko go utrzymać w jednym miejscu. Ciągle coś musi się dziać. Kiedy chce wyjść jest pokazywanie na okno i kom kom tam bez końca. Aż w końcu jest i płacz, bo przecież "za 10 minut, mama musi się ubrać", "Leon musi wstać" jest  takie tragicznie odległe. Ubiera sobie buty, mimo, że jest jeszcze w piżamie, okulary, czapkę i już jest gotowy do wyjścia. Potrafi też zawodzić nad zegarkiem, którego nie może znaleźć, a koniecznie musi go założyć i nad bluzką, że to nie ta, nie na ten dzień. Ostatnio byliśmy kupować mu buty i tu się dopiero zaczyna katastrofa. Myślałam, że jeszcze mamy czas na takie ekscesy, ale mocno się przeliczyłam. Bo Jakub musi mieć buty z motywem auta. Musi i już. Przymierzał ładne, klasyczne półbuty, lekkie adidasy, pasujące do większości rzeczy, ale co tam! To musi być krzykliwa czerwień z autem w kolorze kameleona. Dobrze, że nie było rozmiarów, bo już zaczynałam ulegać :D Uległ na szczęście w końcu sam zainteresowany i wybrał sobie czarne niekrzykliwe slippery z czarnym logo batmana. Bo super hero też są spoko. Uff.




 Chłopak nam dorośleje. Jakiś taki bardziej myślący się robi, zamyślony. Coraz więcej kombinuje i cwaniakuje. Ostatnio wyłożyłam dla nas talerze na stół, chcąc nałożyć obiad i wyszłam tylko na chwilę z kuchni. Jakub je porozkładał, tak jak siedzimy. Dla Leona, dla mamy, taty i siebie. A potem dostawił sztućce i był bardzo z siebie dumny. Robi rzeczy, których się nie spodziewamy. Podbiega do brata i klepie go po plecach, gdy ten kaszle, bawi się sam, w skupieniu, odgrywa małe scenki. Tworzy wspaniałe budowle z piasku. Strojniś z niego ogromny. A jaki tancerz! Kładzie ręce na biodrach i kiwa się na boki. Obkręca, przewraca, wymachuje dłońmi. Jest czasem tak kochany, przytulaśny i całuśny, że mam ochotę go schrupać, wytulić tak mocno, aż wsiąknie we mnie. Z drugiej strony ma mocny charakter i znów wróciło do nas popychanie i bicie młodszego brata. Znów wierzę, że to przejściowy stan. Muszą po prostu nauczyć się być ze sobą, obok siebie. My musimy ich nauczyć. Będzie dobrze!







Czytaj dalej »

czwartek, 30 marca 2017

11 miesiąc życia Leona

Nie mogę w to uwierzyć. Za miesiąc nasz młodszy synek kończy rok. Pamiętam, kiedy był taki malutki i nie mogłam się doczekać tego "doroślejszego" okresu. Kiedy będzie na tyle duży, że nie będzie tak mocno odstawał od starszego brata. I czasem rzeczywiście potrafią siedzieć obok siebie w zgodzie ;) Leon jednak ma w sobie to coś, że wszystko jakoś szybciej się równa. Jest duży, waży 11,5 kilo i dość długi, ubieramy mu rozmiar 86/92. Cieszyłam się na dziedziczenie ubrań, a tu się zaraz okaże, że nie będzie co, bo będą nosić to samo.



Leonek jest naszym małym śmieszkiem. Uwielbia się tulić, dawać buziaki, być wśród nas. Kiedyś wystarczyło posadzić go na dywanie wśród zabawek i spokojnie ugotować obiad. Teraz gotuje ze mną. Wyciąga wszystkie garnki, patelnie i tak właśnie muszę krążyć między przeszkodami. Wszędzie go pełno. Drzwi do łazienki muszą być ciągle zamknięte i trzeba uważać gdzie się kładzie kubki, szklanki. Ciągle też się toczy wojna o zabawki. Zostawić teraz samych Leona i Jakuba, to jak ustawić minutnik bombowy. Leon nawet nie zerka na swoje umilacze czasu, dużo bardziej interesują go te "doroślejsze". No i jest krzyk. I płacz, jeśli zdarzy się Starszemu go uderzyć. Bo Starszy bardzo mocno broni swojego. Jest jego i już. A Leo często na tym cierpi. Choć nie powiem, zdarzają się momenty, kiedy zerkam do nich i widzę przeuroczy obrazek miłości braterskiej, wspólnej zabawy i śmiechu. Oby jak najwięcej ich!



Chłopiec raczkuje, jak nakręcony, czasem wręcz biegnie na tych kolankach. Potrafi podnieść się i stanąć. Stanie wychodzi mu już naprawdę dobrze. Giba się na tych nóżkach, ćwiczy równowagę. Ale zachęcony do pójścia zaczyna się śmiać i wraca do raczkowania. Chodzi trzymany za rączki. Okrąża stół. Mimo, że nie chodzi, jest strasznie ruchliwy. Lubię tą jego leniwość. Serio. Jakub na jedenaście miesięcy postawił pierwsze samodzielne kroki, a ja się cieszę, że Leo z tym zwleka. Jest dzięki temu jeszcze taki dzidziusiowy. W końcu ruszy. A ja będę się łapać za głowę. Na bank.


Końcem miesiąca ruszyliśmy również z projektem "odstawienie" i wcale nie chodzi tu o pierś, Leo w dzień nie nosi pampersa. Oswaja się z nocnikiem, z uczuciem mokrości i suchości. Całkiem ładnie nam to idzie. Jak to zwykle bywa w tym temacie mamy wzloty i upadki, ale sądzę, że na roczek pożegnamy się z pieluchą, przynajmniej w ciągu dnia.




W ogóle taka piękna wiosna u nas! A dziś, to nawet o lecie można mówić. Idealnie się to zgrało z przyjazdem mojej siostry i jej lubym. Byli tydzień i praktycznie cały czas było bardzo ciepło, więc trochę pochodziliśmy i powygrzewaliśmy się na słońcu, a Leo zaliczył swój pierwszy spacer w nosidle na plecach. Było inaczej, było ciekawiej, ale i tak nosimy go częściej z przodu, dla wspólnego komfortu. Nasza przyczepka rowerowa jest też teraz w częstszym użytku i to nie tylko, jako wózek! Doczekaliśmy się rowerów i odbyliśmy już nawet wspólną podróż. Kuba uwielbia taki środek transportu, ostatnio jeździł z tatą tak ponad godzinę. 






Żegnamy marzec i nie możemy doczekać się co przyniesie nam następny miesiąc. Może pierwsze kroki?

A Twoje dziecko ile miało miesięcy, kiedy zaczęło samodzielnie chodzić? Raczkowało przed tym? Podziel się tym koniecznie!


Czytaj dalej »

niedziela, 19 marca 2017

Blw - nasze dwuipółletnie doświadczenie.

Trzydzieści miesięcy należy do Jakuba, z czego ostatnie dziesięć również do Leona. Uwielbiam te nasze chwile, kiedy możemy usiąść wszyscy przy stole i spędzić razem czas. I to jeszcze przy tak przyjemnej czynności, jak jedzenie!

Kiedyś jednak znalazłam się w sytuacji, kiedy kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć. Co zrobić, by urozmaicić posiłki. Jakie krzesełko będzie najlepsze. Jakie sztućce. Jesteś na etapie rozszerzania diety swojego dziecka? Zostań koniecznie do końca!

Jeśli jeszcze nie za bardzo wiesz na czym polega metoda Blw odsyłam Cię tutaj -> KLIK tym razem nie chcę rozdrabniać się nad pojęciami i opisami. Chcę Ci jedynie pokazać, jak przyjemna może być to metoda i dlaczego warto się nad nią zastanowić. Jak odnalazły się w niej moje dzieci i my sami.

Największe plusy Blw

- Przyjemność z jedzenia.

- Wspólne posiłki, gdzie nie musisz czekać na swoją kolej!

- Urozmaicenie kuchni dorosłych.

- Poznawanie nie tylko smaków, ale również struktury, miękkości, gęstości, kolorów jedzonych produktów.

Nie oszukujmy się. Zmiksowane Spaghetti smakuje ogólnie... pomidorowo. Inna bajka ma się do makaronu, który jest długi, śliski i tak śmiesznie plaska podczas wymachiwania nim na wszystkie strony. Sos jest mokry i ma bardziej wyraźny smak, a mięso stałą formę. Blw to świat, do którego się wchodzi i nie chce już wracać. Jestem akurat tą mamą, która próbowała wszystkiego. Przewinęły się u nas słoiczki i domowe papki. Podawałam również butelkę. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Plusem słoiczków jest ich szybkość. U nas sprawdziły się przez pierwsze dwa tygodnie rozszerzania diety. Co tu dużo mówić. Młodszy nie za bardzo łapał Blw i do tego nie siedział jeszcze stabilnie. Słoiczek możesz podać wszędzie, wszędzie też możesz go kupić. Odgrzewasz i pach do buzi. Próbowałam jednak tych "pyszności" i nie dziwię się w sumie, że szybko je porzuciliśmy. A domowe papki? Nie widzę w nich za dużo sensu. ugotować osobno dziecku posiłek i jeszcze dokłądać sobie roboty w postaci wyciągnięcia blendera, zmiksowania, a potem jeszcze umycia go? Moje dzieci często krzyczą "Jestem głodny! Teraz! Już!" I przegadaj mu, że tak pięknie wyglądającą porcję jedzenia trzeba jeszcze przerobić na papkę. Jeśli boisz się zakrztuszenia, uspokoję Cię. Zdarza się bardzo rzadko. Ale zaufaj dziecku! Ono dobrze wie, jak sobie z nim poradzić. Poza tym - kiedy nauczy się odpowiedniego przełykania, jeśli nie teraz? Wcześniej zawsze najlepiej. Młodszy ma 10 miesięcy i nawet teraz zdarza mu się ugryźć większy kawałek, ale potrafi go wykrztusić i wypluć. Palpitacje serca oczywiście zostały, jednak zaufanie zwycięża z szybkim biegiem i automatycznym klepaniem po plecach.




Minusy

Blw ma również minusy oczywiście. Największym z nich jest bałagan. Z nim jednak można sobie radzić. Swojego czasu rozkładałam pod krzesełkiem gazety. Teraz jednak wystarczy, że zmiotę wszystko i na koniec przetrę podłogę. Przynajmniej mam przymusową okazję do wyciągnięcia mopa. Inaczej moje podłogi, by zarastały, bo zawsze "coś" ;) minusem może być również dodatkowe gotowanie, bo przecież nie zawsze chcemy jeść to co dziecko, niekiedy przecież możemy mieć ochotę na fryty i smażoną rybę, ale uwierz mi, to nie jest duży problem. Zazwyczaj idę wtedy na łatwiznę i Leo ma dzień warzywny, bo wrzucenie warzyw do gotowania nic nie kosztuje. Do tego makaron, ryż, czy ziemniaczek i sprawa załatwiona.

Słupki, kulki, kosteczki

Jeśli jesteś w kropce, co do sposobu podawania pierwszych posiłków odsyłam Cię tutaj - KLIK dziewczyny naprawdę bardzo fajnie to nakreśliły. U nas od początku słupki grały ważną rolę, potem śniadaniowo doszły kostki i kulki. Teraz hitem są placki, szczególnie te cukiniowe z twarogiem. Nie miałam jeszcze w swoich rękach książki Bobas lubi wybór wyd. Mamania, jednak blog Alaantkoweblw wspaniale poprowadził mnie przez swój świat. Teraz marzy mi się ich książka, by mieć wszystko pod ręką. Bo te przepisy inspiruję nie tylko do jakiegoś etapu. Ta droga jest naprawdę długa. I pyszna!


Bez tego ani rusz!

Jeśli zastanawiasz się nad krzesełkiem do karmienia, zwróć przede wszystkim uwagę na łatwość w myciu (bezpieczeństwo, to chyba rzecz oczywista?). My mamy Hauck Gamma plus i jestem bardzo zadowolona. Co prawda czasem żałuję, że nie można ściągnąć tacki i umyć jej pod bieżącą wodą, ale całe krzesełko jest na tyle prosto skonstruowane, że to nie jest duży problem. Brak mikro otworów do których może dostać się jedzenie - bezcenne. Jeśli chciałabyś dokładniejszej recenzji tego krzesełka pisz śmiało! Mówiłam na początku jeszcze o sztućcach - kiedyś kupiłam plastikową łyżeczkę i widelec. Jak do łyżeczki nie mam tak zastrzeżeń, tak widelec nie wiem czemu ma służyć. Serio! Leo ma swój stalowy mini widelczyk, taki deserowy, który nie jest ostro zakończony i jest idealny. Przy okazji - tak, coraz lepiej nim włada. Tak samo łyżeczką, potrafi już nabrać jedzenie i włożyć do buzi. Kiedyś usłyszałam, że dziecko blw się tego nie nauczy, bo je rękami "bez kultury". Hej! Naprawdę?

Teraz kilka słów o Starszym - dalej chętnie je, choć już nie tak chętnie, jak kiedyś. Ma swoje smaki i niesmaki. Odkąd poznał smak frytka zepsuło mi się dziecko :D Nie tknie ogórka, pomidora, ogólnie za warzywami nie przepada, muszę je przemycać, najlepiej w plackach. Na szczęście uwielbia zupy. Co prawda tylko wodę i makaron lub ryż, ale lepsze to niż nic. Może będę mu robić zupy kremy i też uda się przemycić więcej warzyw? Przy Blw również trzeba czasem pokombinować.


Oboje mają swoje ulubione dania, u Jakuba widać to wyraźniej, bo Leo jest jeszcze na etapie próbowania wszystkiego. Jednak miał już taki dzień na przykład, że jadł same zielone ogórki. Uwielbia też brokuły. Wszystko co zielone pochłania najpierw, dopiero potem bierze się za resztę. Czasem jest ciężko, szczególnie w sprzątaniu. Ryż, czy kasza manna są naprawdę strasznym ustrojstwem. Ale widzę, jak jedzą z apetytem. Jak się cieszą. Jak próbują nowego i zastanawiają się, czy ma im to smakować, czy niekoniecznie.

BLW trzeba spróbować. Choć raz. Lub dwa. Zawsze trzeba dać mu drugą szansę. A jak już Cię zabierze ze sobą, to poniesie hen daleko. W przyszłości na pewno nie będziesz żałować. 

Daj znać co sądzisz o tej metodzie. Może widzisz jeszcze jakieś inne plusy? Lub minusy? 








Czytaj dalej »

czwartek, 9 marca 2017

10 miesiąc życia Leona

Dla Leona miesiąc dziesiąty był przełomowy. Odkrył magię raczkowania i jak już tak ją odkrył, to... jest wszędzie. Wszędzie dochodzi, wszędzie się wspina, za wszystko ciągnie, wszystko zrzuca. Posmakował nawet ziemi z doniczki. I zamoczył ręce w zimnej kawie (szczęście, że zimna!). Teraz jesteśmy czujniejsi i myślimy z wyprzedzeniem, co może się stać. Z takim na przykład Kinderkiem pozostawionym przez Jakuba na brzegu stołu. Bo napoje automatycznie stawiamy już wyżej lub po środku.


W ostatnim tygodniu mały chłopiec opanował również powrót do pozycji siedzącej, kiedy już tak się dźwignie w górę i tym samym skończyło się wołanie o naszą pomoc. Czasem puści się też i stoi bez trzymanki. Jednak, kiedy zrozumie, co się właśnie dzieje od razu ląduje na pupie. Bardzo lubi raczkować. A dla mnie to jest takie nowe i fascynujące. Kuba od razu chodził, nie przechodził przez ten etap. Najpierw byl pchacz, a potem nasz palec do podtrzymywania. Leonek przy pchaczu zrobi kilka kroków, ale za każdym razem kończy się to szybkim siadaniem i gryzieniem go :) choć pchacz mamy bardzo fajny i każdemu go mogę polecić. Cóż. Jeszcze przyjdzie na niego czas. A ja mogę się porozkoszować małym kuperkiem, który biegnie(!) na kolankach.

Leo ma już sześć zębów, ostatnie wyszły mu górne dwójki i ogólnie przez nie nie sypiał zbyt dobrze. Teraz na szczęście jest trochę lepiej, choć i tak przed północą potrafi wybudzać się kilka razy na noszenie na rękach. Jęczy wtedy, pije wodę, dalej jęczy. Aż w końcu odlatuje. Coraz bardziej męczące się to staje, bo Leon też coraz więcej waży. Jedenaście kilo, to wielka rzecz. I dla jego wieku i dla mojego kręgosłupa. Będziemy musieli znaleźć jakiś złoty środek. Będąc jeszcze w temacie snu - pożegnaliśmy się na dobre z pajacami, które okropnie utrudniały młodszemu raczkowanie, a nas denerwowały przy zapinaniu. Leo okropnie się wierci! Nie potrafi uleżeć spokojnie, wygina się na wszystkie strony. Z tego powodu też będziemy już przechodzić na pieluchomajtki, bo zwykłe pamperasy nie dają rady. a raczej my z nimi nie dajemy. Strasznie szybko to wszystko. Czasem zapominam, że Leo ma jedynie dziesięć miesięcy. Jest długi, pulchniutki, zaradny, a w piżamce rozmiar 92 wygląda rozkosznie dorosło. Właśnie! U nas rozmiar 86/92 i końcowe sztuki 80. Rozmiar bucika 20/21. Ubrań po Kubie już nawet nie chowam do pudeł, a do szuflad młodego.


Jeszcze słów kilka o Leonie i naszym wyjeździe. Podróż z nim odbieram naprawdę świetnie. Poza karmieniem w toalecie, bo wszystko go rozpraszało i usypianiu się pół godziny w nosidle, przy moich kołysankach na pół wagonu, naprawdę przebiegła ona bezproblemowo :D na miejscu był bardzo otwarty i większych problemów z adaptacją nie zauważyłam. Usypiał w wózku, budził się normalnie o 7-8, rozdawał uśmiechy, przytulał się. Choć oczywiście, jak coś się działo, to była tylko mama mama. O. Przy okazji o mówieniu. Mamy na koncie oprócz wcześniejszego tata - gaga, baba, aga, ka (mówi tak do Kuby) i mama (co prawda tylko w płaczu i marudzeniu, ale mam to :D). Rozgadany ten nasz chłopiec. Rozbrykany, roześmiany i zapatrzony w starszego brata. Do schrupania!
Tu jechaliśmy na wieś, Leo momentalnie zasnął na rękach, a potem odłożony na fotelu
z ciocią Kasią


było tam naprawdę pięknie

karmiliśmy kaczki!





Czytaj dalej »

wtorek, 7 marca 2017

30 miesiąc życia Jakubka

Jakub skończył dwa i pół roku. Miesiące miesiącami, ale jednak to pełne pół robi już swoje. Znów piszę do Ciebie z opóźnieniem, wiem. Znów nic poza moimi chłopcami, choć wiem, jak lubisz o nich czytać. Gdyby tak nie było, nie byłoby Cię tutaj. Jestem jednak świadoma, że to za mało. I w najbliższym czasie chcę to zmienić. Teraz jednak nie o tym. Czas na podsumowanie ostatniego miesiąca w rozwoju małego chłopca.


Na początek kilka suchych faktów. Jakub nosi rozmiar 98/104 i buciki dwudziestki piątki. Bez problemów korzysta z nocnika i toalety z nakładką, również na zewnątrz potrafi powstrzymać się i poczekać, aż dojdziemy do najbliższej toalety. Sam się rozbiera, ćwiczy samodzielne ubieranie.  Lubi sobie pospać. W końcu!  Kiedy sobie przypomnę jego pobudki o piątej robi mi się słabo. Teraz kiedy wstanie o siódmej,  to jest to dla nas wcześnie. Doczekałam się. Często kilka sekund po wstaniu jest już głodny. Ciężko go na wieczór położyć wcześnie spać.  Szczególnie,  kiedy zaskoczy nas popołudniową drzemką o szesnastej.  Nie śpi u siebie w pokoju, a mi jakoś ciężko go znów do tego przekonać w kwestii jeszcze dość częstych pobudek jego młodszego brata. Na razie śpi w salonie. Już wolę to, niż by miał w naszym łóżku.

Ostatni miesiąc w większości spędziliśmy na urlopie u siostry R. na wsi. Jakub miał mega frajdę, w pierwszych dniach trafiliśmy na zimę, więc mógł porzucać się śniegiem, poślizgać, widać było, że jest zaskoczony i szczęśliwy. Chciałabym, żeby w przyszłym roku posmakowali śniegu po kolana, sanek, lepienia bałwana i łyżw. Wtedy porządnie się na to przygotujemy, bo tym razem zamiast zimowych butów były jedynie ocieplane adidasy :D na szczęście pogoda zrobiła nam niespodziankę i już po trzech dniach wyszło piękne słońce, a śnieg i lód zaczęły odtajać.






Podczas tego wypadu mogliśmy zobaczyć, jak dobrze dogaduje się ze swoim starszym kuzynem, kiedy byliśmy w sali zabaw dla dzieci znikał nam nawet z oczu i mogliśmy spokojnie wypić kawę. Jakie to miłe było, kiedy nie ciągnął nas co chwilę za rękę, Taki samodzielny i dzielny się zrobił ten nasz chłopiec. Rozdawał buziaki dookoła, przytulał, nie trzymał się nas tak kurczowo. Mimo wszystko jednak wciąż miał oko na Leona. Kiedy coś dostawał, od razu pokazywał na niego, by jemu też dać. A jaką radość miał, gdy ten zaczął raczkować i był wszędzie za nim. Teraz co prawda czasem się o to wkurza, szczególnie, kiedy Leon goni go, by zabrać mu zabawki :D ale jakoś daje sobie z tym radę. Ogromną radość sprawiła mu również podróż pociągiem. Uwielbia pociągi. Podróż ta co prawda miała swoje minusy, bo w jedną stronę mieliśmy dodatkową przesiadkę z powodu zepsutego wagonu i zgubiliśmy nosidło, a w drugą Jakub dał nam popis swoich histerii, ale już o tym nawet nie pamiętamy i wiemy, że jeśli jeszcze będziemy mieli okazję tak podróżować, chętnie z niej skorzystamy.



Nadal mówi niewiele. Porozumiewa się z nami kilkoma słowami, zwierzęta oprócz "ptaka" wszystkie nazywane są odgłosami, tak samo jak pojazdy. Czekamy. Czekamy na otworzenie się i wylew zdań. Wiem, że kiedyś będziemy czasem tęsknić do tej małomówności. Na tapecie są również różni superbohaterowie. Jakub co prawda nie ogląda takich bajek, ale wystarczyły dwa tygodnie u starszego kuzyna i jego maski, by teraz nosił bluzki Supermena z powiewającymi pelerynami i strzelał z rąk pajęczyną, jak Spiderman. Jest przy tym strasznie rozbrajający.



Czasem jest taki nad wyraz dorosły. Na szczęście jeszcze nie stroni od przytulania i robi to bardzo chętnie. Gdy pytamy go czy kocha, od razu podbiega, przytula, głaszcze po głowie i całuje. Potrafi chwycić Leona za polika i złożyć na jego czole soczystego buziaka. Bardzo krótko jest nieśmiały przy nowo poznanych osobach. Wystarczy chwila, by się przyzwyczaił. Jest naprawdę bardzo otwartym chłopcem, a przy tym jego wrażliwość jest wciąż widoczna i odczuwalna. Już się nie mogę doczekać kolejnych miesięcy, wiosny, lata, biegania za piłką, wspólnych pikników. Odkrywania każdego dnia. To będzie bardzo dobry czas!

A czym Ciebie zaskoczyło ostatnio dziecię? 


Czytaj dalej »