niedziela, 19 marca 2017

Blw - nasze dwuipółletnie doświadczenie.

Trzydzieści miesięcy należy do Jakuba, z czego ostatnie dziesięć również do Leona. Uwielbiam te nasze chwile, kiedy możemy usiąść wszyscy przy stole i spędzić razem czas. I to jeszcze przy tak przyjemnej czynności, jak jedzenie!

Kiedyś jednak znalazłam się w sytuacji, kiedy kompletnie nie wiedziałam od czego zacząć. Co zrobić, by urozmaicić posiłki. Jakie krzesełko będzie najlepsze. Jakie sztućce. Jesteś na etapie rozszerzania diety swojego dziecka? Zostań koniecznie do końca!

Jeśli jeszcze nie za bardzo wiesz na czym polega metoda Blw odsyłam Cię tutaj -> KLIK tym razem nie chcę rozdrabniać się nad pojęciami i opisami. Chcę Ci jedynie pokazać, jak przyjemna może być to metoda i dlaczego warto się nad nią zastanowić. Jak odnalazły się w niej moje dzieci i my sami.

Największe plusy Blw

- Przyjemność z jedzenia.

- Wspólne posiłki, gdzie nie musisz czekać na swoją kolej!

- Urozmaicenie kuchni dorosłych.

- Poznawanie nie tylko smaków, ale również struktury, miękkości, gęstości, kolorów jedzonych produktów.

Nie oszukujmy się. Zmiksowane Spaghetti smakuje ogólnie... pomidorowo. Inna bajka ma się do makaronu, który jest długi, śliski i tak śmiesznie plaska podczas wymachiwania nim na wszystkie strony. Sos jest mokry i ma bardziej wyraźny smak, a mięso stałą formę. Blw to świat, do którego się wchodzi i nie chce już wracać. Jestem akurat tą mamą, która próbowała wszystkiego. Przewinęły się u nas słoiczki i domowe papki. Podawałam również butelkę. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Plusem słoiczków jest ich szybkość. U nas sprawdziły się przez pierwsze dwa tygodnie rozszerzania diety. Co tu dużo mówić. Młodszy nie za bardzo łapał Blw i do tego nie siedział jeszcze stabilnie. Słoiczek możesz podać wszędzie, wszędzie też możesz go kupić. Odgrzewasz i pach do buzi. Próbowałam jednak tych "pyszności" i nie dziwię się w sumie, że szybko je porzuciliśmy. A domowe papki? Nie widzę w nich za dużo sensu. ugotować osobno dziecku posiłek i jeszcze dokłądać sobie roboty w postaci wyciągnięcia blendera, zmiksowania, a potem jeszcze umycia go? Moje dzieci często krzyczą "Jestem głodny! Teraz! Już!" I przegadaj mu, że tak pięknie wyglądającą porcję jedzenia trzeba jeszcze przerobić na papkę. Jeśli boisz się zakrztuszenia, uspokoję Cię. Zdarza się bardzo rzadko. Ale zaufaj dziecku! Ono dobrze wie, jak sobie z nim poradzić. Poza tym - kiedy nauczy się odpowiedniego przełykania, jeśli nie teraz? Wcześniej zawsze najlepiej. Młodszy ma 10 miesięcy i nawet teraz zdarza mu się ugryźć większy kawałek, ale potrafi go wykrztusić i wypluć. Palpitacje serca oczywiście zostały, jednak zaufanie zwycięża z szybkim biegiem i automatycznym klepaniem po plecach.




Minusy

Blw ma również minusy oczywiście. Największym z nich jest bałagan. Z nim jednak można sobie radzić. Swojego czasu rozkładałam pod krzesełkiem gazety. Teraz jednak wystarczy, że zmiotę wszystko i na koniec przetrę podłogę. Przynajmniej mam przymusową okazję do wyciągnięcia mopa. Inaczej moje podłogi, by zarastały, bo zawsze "coś" ;) minusem może być również dodatkowe gotowanie, bo przecież nie zawsze chcemy jeść to co dziecko, niekiedy przecież możemy mieć ochotę na fryty i smażoną rybę, ale uwierz mi, to nie jest duży problem. Zazwyczaj idę wtedy na łatwiznę i Leo ma dzień warzywny, bo wrzucenie warzyw do gotowania nic nie kosztuje. Do tego makaron, ryż, czy ziemniaczek i sprawa załatwiona.

Słupki, kulki, kosteczki

Jeśli jesteś w kropce, co do sposobu podawania pierwszych posiłków odsyłam Cię tutaj - KLIK dziewczyny naprawdę bardzo fajnie to nakreśliły. U nas od początku słupki grały ważną rolę, potem śniadaniowo doszły kostki i kulki. Teraz hitem są placki, szczególnie te cukiniowe z twarogiem. Nie miałam jeszcze w swoich rękach książki Bobas lubi wybór wyd. Mamania, jednak blog Alaantkoweblw wspaniale poprowadził mnie przez swój świat. Teraz marzy mi się ich książka, by mieć wszystko pod ręką. Bo te przepisy inspiruję nie tylko do jakiegoś etapu. Ta droga jest naprawdę długa. I pyszna!


Bez tego ani rusz!

Jeśli zastanawiasz się nad krzesełkiem do karmienia, zwróć przede wszystkim uwagę na łatwość w myciu (bezpieczeństwo, to chyba rzecz oczywista?). My mamy Hauck Gamma plus i jestem bardzo zadowolona. Co prawda czasem żałuję, że nie można ściągnąć tacki i umyć jej pod bieżącą wodą, ale całe krzesełko jest na tyle prosto skonstruowane, że to nie jest duży problem. Brak mikro otworów do których może dostać się jedzenie - bezcenne. Jeśli chciałabyś dokładniejszej recenzji tego krzesełka pisz śmiało! Mówiłam na początku jeszcze o sztućcach - kiedyś kupiłam plastikową łyżeczkę i widelec. Jak do łyżeczki nie mam tak zastrzeżeń, tak widelec nie wiem czemu ma służyć. Serio! Leo ma swój stalowy mini widelczyk, taki deserowy, który nie jest ostro zakończony i jest idealny. Przy okazji - tak, coraz lepiej nim włada. Tak samo łyżeczką, potrafi już nabrać jedzenie i włożyć do buzi. Kiedyś usłyszałam, że dziecko blw się tego nie nauczy, bo je rękami "bez kultury". Hej! Naprawdę?

Teraz kilka słów o Starszym - dalej chętnie je, choć już nie tak chętnie, jak kiedyś. Ma swoje smaki i niesmaki. Odkąd poznał smak frytka zepsuło mi się dziecko :D Nie tknie ogórka, pomidora, ogólnie za warzywami nie przepada, muszę je przemycać, najlepiej w plackach. Na szczęście uwielbia zupy. Co prawda tylko wodę i makaron lub ryż, ale lepsze to niż nic. Może będę mu robić zupy kremy i też uda się przemycić więcej warzyw? Przy Blw również trzeba czasem pokombinować.


Oboje mają swoje ulubione dania, u Jakuba widać to wyraźniej, bo Leo jest jeszcze na etapie próbowania wszystkiego. Jednak miał już taki dzień na przykład, że jadł same zielone ogórki. Uwielbia też brokuły. Wszystko co zielone pochłania najpierw, dopiero potem bierze się za resztę. Czasem jest ciężko, szczególnie w sprzątaniu. Ryż, czy kasza manna są naprawdę strasznym ustrojstwem. Ale widzę, jak jedzą z apetytem. Jak się cieszą. Jak próbują nowego i zastanawiają się, czy ma im to smakować, czy niekoniecznie.

BLW trzeba spróbować. Choć raz. Lub dwa. Zawsze trzeba dać mu drugą szansę. A jak już Cię zabierze ze sobą, to poniesie hen daleko. W przyszłości na pewno nie będziesz żałować. 

Daj znać co sądzisz o tej metodzie. Może widzisz jeszcze jakieś inne plusy? Lub minusy? 








3 komentarze:

  1. Ja stosowałam mieszaną metodę, trochę BLW, trochę zwykłego karmienia, a to dlatego, że Karola strasznie mi się krztusiła. Totalnie nie radziła sobie z "wydzielaniem" jedzenia, pchała do buzi ogromne kawałki, a ja trochę przy tym panikowałam. Więc zależało od tego co jedliśmy to taki rodzaj karmienia stosowałam.

    Teraz mamy etap "mamo, nakarm mnie, jestem taka malutka" albo "mamo, nie mam czasu, muszę iść co zrobić" i wtedy jest jedzenie z dochodzenia... Lepsze to niż głodówka ;)

    A zupy kremy spróbuj, u nas właśnie coś takiego przechodzi i wtedy mogę przemycić te warzywa, których normalnie nie tknie

    OdpowiedzUsuń
  2. Córka ma 10 mies. Na poczatku zwykłe karmienie a ok 7 mies zabierała łyżkę i próbowała sama jeść. Od tej pory zależy od dnia raz dostaje posiłek tylko do rączki a raz do łyżki

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja przeplatam BLW między normalnymi posiłkami czyli czyt. ja karmię, uważam, że to rewelacyjna sprawa, daje się dziecku wolność, której właśnie oczekują. Sprzątanie mi nie przeszkadza widząc uśmiech na twarzy syna. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń